Minimalizm to luksus dla bogatych? “Taką narrację budują marki luksusowe"
Wielu ludzi boi się minimalizmu, ponieważ wydaje im się, że to luksus dla bogatych. Instagramerka Dominika Karasińska i stylistka Agnieszka Ziencina przekonują, że nie musi tak być, a minimalizm wcale nie jest nudny.

Kupujemy impulsywnie, pod wpływem chwili, promocji, kodów rabatowych w internecie, bo koleżance w czymś jest pięknie. Minimalizm mówi temu “nie”. W minimalizmie rzeczy jest niewiele, ale wszystkie do siebie pasują i można je dowolnie mieszać, więc budowanie zestawów staje się proste. Do tego czujesz większy spokój, co też się przekłada na twoje życie – przekonują Dominika Karasińska, autorka popularnego na Instagramie profilu @domi_minimalistyle oraz jej przyjaciółka i współpracowniczka Agnieszka Ziencina, osobista stylistka i kolorystka, również fanka minimalizmu.
Dominika Karasińska: Cała moja przygoda z profilem zaczęła się w 2019 roku. Śmieję się, że idealnie wstrzeliłam się z tym tematem, bo chwilę później przyszła pandemia. Wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach i nagle zaczęło się wielkie porządkowanie, szaf, rzeczy, całej przestrzeni. Minimalizm wtedy bardzo mocno wybrzmiał. Zaczęliśmy rezygnować z dodatków, gadżetów, takich „stojących kurzołapów”. To samo z ubraniami, wiele rzeczy okazało się po prostu niepotrzebnych.
Ale u mnie minimalizm tak naprawdę był zawsze. Teraz widzę, że trendy idą w odwrotnym kierunku — maksymalizm, dodatki, breloki, dużo biżuterii. Może to reakcja po covidzie: mamy dość prostoty i chcemy więcej, barwniej. Tylko to nie jest moja bajka. Nadal jestem wierna temu, co pokazuję na swoim profilu. Minimalizm zawsze był mi bliski.
Minimalizm nie tylko dla bogatych
Katarzyna Troszczyńska: Dlaczego minimalizm stał się dla ciebie ważny?
Dominika: Duże znaczenie miały chyba kwestie finansowe i wychowanie. Urodziłam się w 1984 roku i kiedy byłam dzieckiem, zakupy robiło się zupełnie inaczej. Nie było co tydzień nowych kolekcji, tylu sieciówek. Kiedy nadchodził sezon i była potrzebna kurtka, buty albo sweter, po prostu się to kupowało i długo nosiło. Rzeczy było dużo mniej i paradoksalnie nie było problemu, „co na siebie włożyć”.
Dzisiaj mamy ogromny wybór i właściwie wszędzie wylewa się nadmiar ubrań. Wchodzisz do sklepu, nawet na wyprzedaży, a rzeczy wcale nie znikają, tylko dalej jest ich mnóstwo. Kiedyś było mniej i prościej. I to jest dla mnie cała filozofia. Im mniej, tym lepiej i spokojniej.
Do tego u mnie dochodzi jeszcze jeden aspekt: jestem wysoka, mam 178–180 cm. I tak byłam zauważana, więc ubraniami nie chciałam już dodatkowo przyciągać uwagi. Zawsze były proste rzeczy, granatowy sweter, dżinsy, taki trochę uniform.
Oczywiście, gdy pojawiły się sieciówki, próbowałam eksperymentować. Może rok. Ale szybko zobaczyłam, że to wcale nie rozwiązuje problemu, „w co się ubrać”. Raczej generowało nerwy. Mam to ja i ma to moja mama, im więcej rzeczy mamy, tym bardziej nas to stresuje, szczególnie że z większości i tak się nie korzysta.
Nawet teraz mam niewiele ubrań i szczerze mogę powiedzieć, że i tak sięgam głównie po kilka ulubionych. Często cieszę się tylko, że są już wyprane i mogę je znowu założyć.
Aga: I to właśnie połączyło mnie z Dominiką. Poznałyśmy się dwa lata temu w pracy i to było takie poczucie, że się odnalazłyśmy. Mamy bardzo podobne spojrzenie na świat, życie i modę. Obie uważamy, że mniej znaczy lepiej. Też jestem wysoka, mam 177 cm, chociaż mamy z Dominiką inne proporcje. U niej cały wzrost jest jakby w nogach, u mnie rozkłada się inaczej, więc mimo podobnego wzrostu wyglądamy zupełnie inaczej. Ale podobnie jak Domi, nigdy nie miałam potrzeby zwracania na siebie uwagi ubraniem. Lubię wyglądać kobieco, ale już nie lubię epatować seksualnością czy być bardzo wystrojona. U mnie duże znaczenie miały też kwestie finansowe. Pochodzę z domu, gdzie pieniędzy nie było dużo, więc zawsze trzeba było kombinować. Przerabiałam ubrania po tacie z jego młodości, po mamie, to było naturalne.
Potem pojawiły się sieciówki. Już pracowałam i mogłam sobie pozwolić na zakupy, miałam moment zachłyśnięcia się tym, że mogę kupować. Ale on trwał krótko, bo zobaczyłam, że to kompletnie nie rozwiązuje problemu. Miałam chaos, pełną szafę i nadal nie miałam się w co ubrać.
I to dokładnie widzimy dziś u naszych klientek i klientów. Szafy są przepełnione, często są w nich naprawdę dobre jakościowo rzeczy, a mimo to codziennie pojawia się pytanie: „w co ja mam się ubrać?”.
Kiedy pomagamy zbudować szafę dopasowaną do stylu, typu kolorystycznego i trybu życia, nagle wszystko zaczyna się łączyć i robi się proste. Tego naprawdę można się nauczyć.
Chodzi też o jakość, ale nie w sensie: od razu kaszmirowy sweter za 1500 zł. Ja mam kaszmirowe swetry, ale wszystkie kupiłam w second handach. Obie uwielbiamy ubrania z drugiego obiegu. Często kupujemy na Vinted i jeśli szukamy czegoś lepszego, płaszcza, dobrej marynarki, swetra czy torebki, to najpierw sprawdzamy second handy, a jeśli tam nie ma, Vinted jest naszym pierwszym wyborem.
Czyli to mit, że minimalizm jest tylko dla bogatych ludzi?
Aga: To efekt social mediów i budowania narracji przez marki luksusowe, że prostota należy tylko do nielicznych. A my przecież mamy różne klientki, każda ma inną sytuację finansową. I jeśli pracujemy z mamą samotnie wychowującą dziecko, która pracuje jako fizjoterapeutka, to przecież nie wyślemy jej na zakupy do Toteme czy Max Mary, bo dla niej COS jest już sklepem nieosiągalnym.
Jak budować minimalistyczną szafę?
Co jest naszą największą przeszkodą w budowaniu minimalistycznej szafy?
Aga: Kupujemy impulsywnie, pod wpływem chwili, promocji, kodów rabatowych w internecie. Kupujemy, bo koleżanka wygląda świetnie w jakiejś rzeczy, ale nie przekładamy tego na swoje życie. Ona nie ma dzieci, my mamy. Mamy inny tryb dnia, inną sylwetkę, inny typ urody. Ten kolor nie podkreśli naszej twarzy tak jak jej. Ten fason nie będzie działał tak samo. Bardzo często kupujemy też pod wpływem trendów, które zmieniają się błyskawicznie. Chcemy być modne, więc gonimy za kolorami sezonu i nowościami. A to nie tędy droga.
Dominika: Mój profil cały czas opiera się na rzeczach, które naprawdę mam w szafie. Pokazuję je w różnych odsłonach, bardzo codziennych. Dbam o estetykę, bo po to też tu przychodzimy, chcemy czegoś miłego dla oka, ale równie ważne jest dla mnie, żeby to było osadzone w zwykłym życiu.
Idziemy do pracy, na zakupy, odwozimy dzieci, wracamy do domu, jedziemy na wywiadówkę. Ubranie nie może być kostiumem. Na Pintereście jest mnóstwo inspiracji i sama z nich korzystam, tylko często to są stylizacje stworzone wyłącznie do zdjęcia. Wyglądają świetnie, ale trudno wyobrazić sobie, że ktoś wychodzi w nich o szóstej rano, wsiada do samochodu i funkcjonuje tak przez cały dzień. Dlatego zwyczajność działa najmocniej. Te stylizacje są proste i możliwe do odtworzenia z rzeczy, które już mamy.
Kolorystycznie jestem bardzo konsekwentna — wełny, jasne szarości, niebieskości. Nie eksperymentuję bez potrzeby, bo wiem, co pasuje do mojej urody i osobowości. A kiedy paleta jest zawężona, w szafie pojawia się spokój.
Nawet w second handach selekcja przychodzi szybko. Bo w drugim obiegu można popełnić dokładnie ten sam błąd co w galerii handlowej — jedni wydają dużo, inni mało, ale wszyscy mogą wrócić z pełnymi siatami. Tylko czy to naprawdę coś zmienia? Najczęściej nie.
Jaki jest charakter minimalistki albo czego ona potrzebuje w życiu?
Aga: Minimalizm dla mnie bardzo mocno łączy się ze słowem „świadomość”. To jest świadomość siebie, swoich potrzeb, świadomość swojego stylu, świadome robienie zakupu, świadome podchodzenia do swoich potrzeb, ale też tego, jak świat mody wpływa na nasze środowisko i na planetę.
Dominika: Świadomie wybierasz to, co ci w ogóle zajmuje przestrzeń w domu. Świadomość tego, co masz w szafie, co kupujesz, na co wydajesz swoje pieniądze i na co możesz sobie pozwolić. Jeśli masz dużo pieniędzy i stać cię na dużo, to czy naprawdę tego potrzebujesz? Bo dla mnie w minimalizmie decydujesz, że nie, nie potrzebujesz. Oczywiście, możesz wybierać z trendów, nie ma sprawy, minimalizm nie musi być nudny.
Ja akurat wpisuję się książkowo w pojęcie minimalizmu, bo uwiebiam proste fasony, proste kolory, nie robię wzorów. Natomiast mamy klientki, które będą miały bardzo mało rzeczy, ale na przykład to będzie jakiś rockowy T-shirt, wyrazista marynarka, więc jej styl nie będzie minimalistyczny estetycznie, ale jeśli świadomie wybiera ubrania, wie co ma w szafie - to też jest jakiś rodzaj minimalizmu.
Albo dziewczyna, która prowadzi sportowy tryb życia, ma też niewielką ilością, ale podyktowane to jest czymś innym. I gdybym jej teraz powiedziała, każda minimalistka musi mieć białą koszulę, zaśmiała by mi się w twarz, bo po co jej biała koszula na siłownię.
Nie ma jednego minimalizmu - zawsze zależy od osoby
Ale gdybym jednak poprosiła, żebyś mi dała jakieś wskazówki, bo chcę być minimalistką, inspiruje mnie twój styl. Od czego mogę zacząć, co powinnam mieć?
Dominika: Na początek ograniczyłabym wzory. W minimalizmie rzeczy jest niewiele, ale wszystkie do siebie pasują i można je dowolnie mieszać, więc budowanie zestawów staje się proste. Jeśli w szafie jest dużo różnych printów, pojawia się problem – potrzebna jest neutralna baza.
To nie znaczy, że nie można kochać wzorów. Można mieć piękną koszulę w kwiaty, ale wtedy spodnie niech będą gładkie. Albo jeśli są spodnie w kratkę, góra powinna być spokojna. Kluczowa jest równowaga i dobra baza.
Dlatego na początku minimalizmu najlepiej wzory ograniczyć. One bardzo zapadają w pamięć. Ubrania neutralne nie przyciągają tak uwagi, więc otoczenie nie zauważa, że nosimy ten sam T-shirt pod marynarką, potem pod swetrem, kardiganem czy kurtką przez kilka dni z rzędu. Z bluzką w duże kwiaty byłoby to od razu widoczne.
Oczywiście nie ubieramy się dla innych, ale proste kolory znacznie ułatwiają tworzenie wielu stylizacji z małej liczby rzeczy.
Na twoim profilu, Domi, widzę piękne płaszcze. To „must have” minimalistki?
Dominika: Oczywiście, że nie. Nie da się powiedzieć każdemu: „powinnaś mieć taki płaszcz” albo „musisz kupić kaszmirowy”. To zawsze zależy od osoby. Jeśli kochasz płaszcze, mogę ci pomóc wybrać taki, który najlepiej do ciebie pasuje. Dlatego lepiej doradzać jeśli wiemy, jaką ktoś ma sylwetkę. Bo wtedy widzimy, że lepiej sprawdzi się fason wiązany w talii, a u kogoś innego kubełkowy, albo taki, który podkreśla ramiona. To już są konkretne wskazówki.
Często kupujemy coś tylko dlatego, że koleżanka wyglądała świetnie. Może być nawet blondynką naszego wzrostu, ale ma zupełnie inną figurę, większy biust, inne proporcje. Na niej to wygląda spektakularnie, a u nas już nie.
Aga: Dużo zależy od trybu życia: ile czasu spędzamy w pracy, jaka to praca i czego realnie potrzebujemy. Dlatego baza ubrań jest sezonowa. U mnie wygląda inaczej jesienią i zimą, a inaczej wiosną i latem.
Na cieplejsze miesiące podstawą są T-shirty: biały, czarny, granatowy, koszule, spódnice czy białe dżinsy. Bez tego nie wyobrażam sobie szafy. Jesienią i zimą potrzebne są już inne rzeczy: swetry, marynarki, wełniane spodnie i dobre okrycie wierzchnie. Tylko nawet tutaj nie każdemu potrzebny jest płaszcz, są osoby, które wolą chodzić wyłącznie w kurtce i to też jest w porządku. Kupowanie płaszcza tylko po to, żeby założyć go raz w święta albo na jedną imprezę, to zwyczajnie zbyt duża inwestycja.
Właśnie dlatego warto myśleć kategorią cost per wear, czyli kosztu jednego założenia - takiej ubraniowej amortyzacji. Możesz kupić sukienkę za 500 zł i założyć ją dwa razy w roku, a możesz kupić rzecz, którą będziesz stylizować na wiele sposobów i nosić bardzo często.
Dlatego gdy ktoś pyta nas o strój na święta, często sugerujemy: zamiast jednorazowej sukienki wybierz dobrze skrojoną koszulę i proste spodnie, a charakter nadaj dodatkami: biżuterią, makijażem, fryzurą.
A jeśli już ma być sukienka, to taka, którą wykorzystasz w różnych sytuacjach. W sneakersach czy klapkach, pójdziesz w niej na zakupy, a po dodaniu biżuterii, paska i butów na obcasie masz gotową stylizację na wyjście. Wtedy koszt tej sukienki rozkłada się na wiele użyć i przestaje być wysoki, po prostu się „zamortyzowuje”. Czasem warto poszukać w zupełnie innym miejscu. Na przykład w męskich działach second handów można naprawdę dużo znaleźć — szczególnie jeśli ktoś lubi większe, oversizowe marynarki, tweedowe albo po prostu lekko przeskalowane.
Mój mąż znajduje tam mnóstwo markowych rzeczy, to aż niewiarygodne.
Aga: Kiedy wchodzę do second handu, pierwsze kroki kieruję właśnie na dział męski. Nie tylko dlatego, że jesteśmy wysokie, po prostu jakość męskich ubrań jest zazwyczaj lepsza. Mężczyźni nie mają aż tylu dropów i szybkiej rotacji kolekcji jak kobiety, więc te rzeczy projektowane są na dłużej. Wełniany sweter męski często będzie tańszy i lepszy jakościowo niż damski „basic”.
Co możemy kupować na męskich działach?
Dominika: Swetry wełniane to świetny trop. Marynarki i koszule — jak najbardziej. Czasem paski, a nawet kurtki, szczególnie dla osób noszących większy rozmiar.
A co z osobami, które kochają sukienki? Ja na przykład jestem fanką sukienek.
Aga: Sukienki nie znajdziesz na męskim dziale, ale baza nadal może stamtąd pochodzić — sweter do sukienki, koszula, marynarka, T-shirt.
Jakie marki minimalistyczne lubicie i cenicie?
Dominika: Z marek warto patrzeć na skandynawskie — COS, Arket, Weekday. One dobrze budują bazę. Uniqlo też jest świetne: dobre T-shirty, spodnie w różnych długościach. Tam można się udać
Aga: Można też znaleźć dobre rzeczy w Massimo Dutti, Mango czy nawet w Zarze — tylko trzeba zwracać uwagę na składy i jakość wykonania danej rzeczy.
Czyli uczycie nas czytać metki?
Aga: Dokładnie. Jesteśmy fankami naturalnych tkanin. Poliester dopuszczamy głównie na dole garderoby, w spodniach czy spódnicach, bo dzięki poliestrowi materiał lepiej się układa i mniej gniecie. Ale na górze: wełna, wełna merino, kaszmir, lyocell, wiskoza, jedwab, tencel, bawełna... I ważna rzecz, patrzmy na podszewkę. Możesz mieć wełnianą marynarkę, a podszewka będzie poliestrowa, czyli tak naprawdę nosisz plastikowy worek pod spodem.
Minimalizm wcale nie jest nudny
Minimalizm wielu osobom kojarzy się z nudą...
Dominika: A ja właśnie uwielbiam to wyzwanie, żeby nie było nudno. To, że noszę neutralne kolory, wcale nie oznacza, że stylizacja ma być płaska. Pracuję fakturą, krojem i detalem. Drapowania, konstrukcja ubrania, sposób szycia, to wszystko robi ogromną różnicę.
Można założyć biały T-shirt i jeansy i wyglądać zwyczajnie, ale można wybrać T-shirt z ciekawszą linią ramienia, dłuższym rękawem do łokcia, szerszym ściągaczem, efekt zupełnie inny. Dalej prosto, dalej minimalistycznie, ale ciekawie. To taka klasyka z twistem.
Ale jeżeli coś nie zdobywa naszego serca w 100%, to nie kupujemy?
Aga: Dokładnie tak. Warto zadawać sobie pytania: “czy to pasuje do mnie?”, “ czy to pasuje do rzeczy w mojej szafie”, “ ile zestawów będę mogła z tego stworzyć?, “ jak często będę to nosiła?”.
Teraz mamy takie czasy, że moda zmienia się bardzo szybko i oferty cały czas nas zalewają, także w drugim obiegu. Możemy przynieść do domu rzecz ze świetnym składem, ale potem okazuje się: rękaw trochę za krótki, golf za gruby, a w sumie nie lubię golfów, kupiłam tylko dlatego, że kaszmir. A tak naprawdę lepszy byłby półgolf. Ta świadomość, niezależnie od miejsca zakupu,jest kluczowa. I to chyba przychodzi z wiekiem. Dwudziestolatka nie będzie wszystkiego analizować, ale po czterdziestce zwyczajnie nie chcemy już tracić czasu na wieczne poszukiwania. Chcemy wybrać, założyć i wiedzieć, że dobrze wyglądamy w różnych momentach dnia.
Minimalizm jest dla was filozofią życia?
Dominika: Tak, to się przenosi poza ubrania. Ja na przykład lubię porządek, nie lubię nadmiaru rzeczy w domu. A kiedy otwieram szafę i wszystko jest moje i do siebie pasuje, to mam spokój. Nawet jeśli się spieszę, nie mam stresu. Nawet jeśli mam ważne spotkanie i nic wcześniej nie przygotowałam, otwieram szafę i wiem, że cokolwiek wyjmę, będzie dobre.
Aga: Czasem ktoś mi mówi: „Aga, może załóż jakiś kolor”, ale ja już wiem, w czym czuję się dobrze i takie komentarze mnie nie ruszają. Z drugiej strony wiele osób mówi, że ta spójność i prostota są właśnie fajne.
Czy taki styl może uspokajać bardziej chaotyczne osoby?
Aga: Zdecydowanie. Miałam klientkę z ADHD, robiłyśmy przegląd szafy dwa dni. Tęcza kolorów, wzorów, drogich marek, wszystkiego naraz. Kiedy to uporządkowałyśmy, sama powiedziała, że poczuła ulgę, bo jeden obszar życia przestał ją obciążać.
Czyli minimalizm jest też dla osób, które w ogóle nie interesują się modą?
Aga: Bardzo często właśnie dla nich. Mamy klientki, lekarki, prawniczki, osoby na wysokich stanowiskach, które pracują dużo i nie chcą myśleć o ubraniach. Chcą mieć zestawy gotowe do założenia i skupić głowę na czymś innym.
I to, co już mówiłyśmy: minimalizm można dopasować do charakteru. Najpierw poznajemy preferencje: ktoś nosi tylko spodnie, ktoś tylko spódnice, ktoś nie założy sukienki nigdy. Na siłę nic się nie uda, szafa ma rozwiązać problem, nie stworzyć nowy. Ja bardzo dobrze czuję się w koszulach i golfach. Sukienki też nie są moim pierwszym wyborem, zresztą na rynku jest mało dobrze skrojonych, uniwersalnych sukienek. Za to bardzo lubię spódnice i biżuterię. Pasek, kolczyki, dziewczyny często o tym zapominają, a to robi ogromną różnicę.
Kiedy patrzę na stare zdjęcia z okresu, gdy nosiłam sukienki, widzę, że to nie byłam ja. Lubię też przełamywać rzeczy: elegancka marynarka i bardziej sportowe buty, spódnica midi i krótka puchowa kurtka. Nie wyglądasz wtedy jak „pani z banku”, tylko aktualnie i wygodnie. Minimalizm daje dużą przestrzeń na kreatywność, tylko ona jest subtelna.
Dominika Karasińska, stylistka, autorka popularnego profilu na Intagramie @domi_minimalistyle i Aga Ziencina - również stylistka i kolorystka (wykonuje analizy kolorystyczne). Razem piszą e-booki, organizują warsztaty i prowadzą konsultacje dla branży modowej. Przede wszystkim jednak projektują szafy swoim klientkom: funkcjonalne, jakościowe i proste.
Czytaj także:
- "Kobiety bardzo przywiązują się do rozmiarów ubrań". Michalina Grzesiak i Marta Langwald o presji w dążeniu do "idealnej" sylwetki
- „Muszę opłakać siebie sprzed kilku lat". Michalina Grzesiak w rozmowie z Pauliną Mikułą o rozstaniu i miłości na własnych zasadach
- Hobby „bez sensu” ma więcej sensu, niż myślisz. To nie marnowanie czasu, to wolność

